Szukaj

622 pomysły na lekcje języka polskiego

Wiersze w mieście, odsłona trzecia: rozbrajanie tarczy antypoetyckiej

Gdy ktoś zetknie się z wierszem na billboardzie czy w radiu albo na pudełku płatków śniadaniowych, dzieje się to tak nagle, że człowiek nie ma czasu włączyć antypoetyckiej tarczy rakietowej zainstalowanej w szkole średniej – tak uzasadnia ideę wprowadzania poezji do życia publicznego poeta Billy Collins, założyciel kanału poetyckiego w Delta Arlines, a przede wszystkim United States Poet Laureate.

Skąd nagle Billy Collins?

Ostatnim etapem naszej pracy z projektem Wiersze w mieście  było stworzenie animacji do wybranego wiersza, a twórczość Collinsa jest najlepszym przykładem, jaki znam.

Na zjawisko animowania poezji trafiłam przypadkowo, pisząc na studiach pracę semestralną z psychologii o tym, dlaczego ludzie palą papierosy. Ale tego filmu raczej dzieciom nie udostępniajcie:

Uczniom najlepiej pokazać: https://bit.ly/2LGY8uf. Poeta z dystansem i ogromnym poczuciem humoru opowiada o narodzinach pomysłu animowania swojej twórczości.

Jak to zrobić?

Tworzenie amatorskich animacji za pomocą darmowych aplikacji jest bardzo intuicyjne: sama przetestowałam na sobie (to ważne, żeby nauczyciel zadający zadanie, sam przez nie przeszedł). Chętnym udostępniłam tutorial, jak korzystać ze Stop Motion:

Uczniowie wybierali też inne aplikacje, na przykład FlipaClip. Powstało wiele ciekawych prac, niektóre za zgodą twórców umieściłam na facebookowej stronie 622 pomysłów w zakładce video.

 

 

 

 

Wspinaczka aż na czubki wiśni

Nie wiem – od tego trzeba zacząć, kiedy czyta się poezję. Po co od razu wiedzieć. Ja sugeruję poddać się emocjom. Wtedy poezja dzieje się we mnie, w mojej głowie, w moim ciele. Staje się wspinaczką aż na czubki wiśni. (Ale o co chodzi, proszę Pani?)

Nie bój się nie wiedzieć 

Uczniowie zazwyczaj nie lubią lekcji poświęconych interpretacji wierszy, bo wtedy pojawia się nie wiem. Blokada. A to nie wiem jest fantastyczne, bo nie musi się wiedzieć, można dać się ponieść uczuciom. Wiedza przyjdzie później, jako summa głosów w dyskusji.

Wędrująca poezja

Pierwsza warstwa, pierwsza najważniejsza rzecz w poezji to emocje – co te konkretne słowa, zestawione w taki, a nie inny sposób ze mną robią. A może nie robią nic? Poezja może być uważnością. Na siebie, na świat. Czasem wiersz uderza do głowy. Czasem idzie w pięty. Motyle w brzuchu też bywają.

Mapy wierszy

Poprosiłam moich ósmoklasistów o stworzenie map wierszy; z dziewiętnastu udostępnionych na stronie http://www.wierszewmiescie.eu/wiersze/irlandia należało wybrać jeden, porozmawiać o nim w zespole i stworzyć coś, co nazwałam mapą wiersza, nie uściślając, jak to dokładnie ma wyglądać. Zasugerowałam skupienie się na emocjach, obrazach poetyckich, skojarzeniach, słowach kluczach, może środkach stylistycznych.

Przerywniki

Uczniowie pracowali w grupach (to bardzo ważne!), a na kolejnych zajęciach prezentowaliśmy efekty wspólnych działań, rozmawiając też o tym, czy poezja może pomóc w ratowaniu Ziemi, w rozbudzaniu świadomości, wrażliwości ekologicznej.

A jeśli wiersz to tylko miły przerywnik, jak te przywołane przez Ainę Macaodhę: odciągające myśli od zwykłych spraw?

Jeśli tak jest, jeśli to tylko przerywnik… to co z tego?

cdn.

Nie wiem

Tuż przed rozpoczęciem zajęć na tablicy udostępnianej online napisałam Nie wiem. Poprosiłam uczniów o komentarz, jakie emocje wywołuje w nich to stwierdzenie, co sobie pomyśleli. Odpowiedzi były różne: nie wiem jako zamknięcie sprawy, rozumiane jako odczep się, daj spokój. Nie wiem jako wyraz rezygnacji, zupełnego poddania się. Nie wiem jako przyznanie się do porażki.

Czy nauczyciel może nie wiedzieć?

Zapytałam, czy nauczyciel może nie wiedzieć, czy ma prawo nie wiedzieć. Większość raczej odmówiła belfrom tego przywileju. Nie wiedzieć to narazić się na śmieszność – jeśli uczeń nie wie, najczęściej zostaje ukarany (już samo publiczne przyznanie się do niewiedzy może być odczuwane jako kara), a nauczycielowi grozi utrata autorytetu. Zdarza się też, że kiedy nauczyciel nie wie, obrywa się uczniowi, który obnażył tę niewiedzę.

A ja nie wiem!

W naszych Przedmiotowych Zasadach Oceniania jest taki zapis: masz prawo nie wiedzieć i o wszystko pytać nawet sto razy. Bo w szkole chodzi o to, żeby nie wiedzieć. To żadna ujma na honorze. Dotyczy to wszystkich: i uczniów, i nauczycieli. Im więcej nie wiesz, tym więcej się uczysz, żeby nie wiedzieć znowu. Nie wiem buduje we mnie napięcie – zaraz będę działać, żeby się dowiedzieć. Zapytam, poszukam. Z ciągłego nie wiem rodzi się mój głód wiedzy, chęć zadawania pytań, chęć drążenia.

Natchnienie z bezustannego nie wiem 

Dyskusja wywołana emocjonującym nie wiem doprowadziła nas do mowy noblowskiej Wisławy Szymborskiej (dostępna tu: https://bit.ly/2LlxvuS), którą przypomniałam.

Nie wiem, więc działam

Tak wyglądał wstęp do cyklu lekcji wokół Wierszy w mieście, w tym roku poświęconych ekologii. W informacji na temat tegorocznej edycji na stronie projektu można przeczytać: „Nie wiem” to dwa słowa, które nie tylko poeci, ale i duża część mieszkańców globu powtarza dziś wyjątkowo często. Nie wiemy, jak będzie wyglądał świat po pandemii. Nie wiemy też, jak będzie się rysować przyszłość Ziemi i jej mieszkańców w dobie postępujących zmian klimatycznych i globalnego ekologicznego kryzysu. (…) 

cdn.

Epidemia nauczania

Wyobraź sobie, że ogłoszono epidemię, zamknięto szkoły, a Ty, korzystając z materiałów online, musisz dowiedzieć się, jak obliczyć objętość graniastosłupa, a potem przeczytać „Stepy akermańskie”, poznać słownictwo związane z Saint Patrick’s Day. I jeszcze prześledzić zmiany w przemyśle Polski po 1989 roku. TERAZ. Zalecenia MEN-u do pracy zdalnej. Zmotywowany?

Ja nie. I już mam dość całej tej nauki zdalnej i online.

No ale. To nie są koronaferie. Pamiętajmy o tym. Przy śniadaniu i podczas kolacji. Pan przypomni, pani przypomni. Nauka w czasach zarazy, nie wolno postponować.

Klikanna

Jestem zmęczona byciem w sieci. Siedzę od rana do wieczora i klikam.

Najpierw klikam z uczniami, potem z nauczycielami. Z najbliższą rodziną też klikam. Klik, klik, kill.

Więcej luzu?

Sytuacja zamknięcia szkół wywołała zrozumiałe zamieszanie wśród nauczycieli: jak uczyć, jak pracować? Czy warto przykuwać młodzież i siebie na kilka godzin do ekranów komputerów? A może ważniejszy jest kontakt z dziećmi niż te wszystkie testy i ćwiczenia?

Lawina materiału

Część belfrów postanowiła, niektórzy nawet przyznali to z dumą, że pójdą po linii najmniejszego oporu: żadnych lekcji online, jedynie przekazanie materiałów, ćwiczeń z rozwiązaniami do samodzielnego sprawdzenia. Niech się uczy, kto chce (a i tak się nie będą uczyć). Można zadawać telefonicznie, nie trzeba internetowo. Wynik: zrozpaczone matki apelują na Facebooku o rozsądek, niektóre pukają się w głowę. Inne po prostu pilnie odrabiają zadania. Czyli jak za starych dobrych czasów w realu.

Nauczyciele TIK – TAK!

Są tacy, którzy na wieść o pracy online dostali motywacyjnych skrzydeł („Nareszcie zacznie się prawdziwa nauka!“). Zamiast korzystać z tego, co już jest, zajęli się na cito masową produkcją materiałów edukacyjnych, korzystając z coraz to bardziej fikuśnych narzędzi TIK: stworzyli gazylion mniej lub bardziej odtwórczych zadań i nagrań na YouTube z odczytywaniem definicji. Niektórzy są już zmęczeni produkcją. (Jestem w tej grupie).

Nauczyciele Idealni

Część (być może ta bardziej ogarnięta) po odpowiednich szkoleniach rozpoczęła nauczanie przez internet, korzystając z profesjonalnych platform i aplikacji. Na instagramie przewijam zdjęcia uśmiechniętych dzieci, które podnoszą przed komputerem ręce do odpowiedzi, zachwycając rodziców, i zastanawiam się, co robię nie tak.

Syzyfowa praca

U mnie praca wygląda kiepsko, właściwie to jest syzyfowa praca. Gros uczniów nie czyta informacji na elektronicznym dzienniku, więc jeszcze nie udało mi się połączyć z całą moją klasą wychowawczą, mimo iż jesteśmy w kontakcie cały czas na Whatsappie i Messengerze. I informuję o spotkaniach na różnych kanałach.

Kakofonia (potrzeb)

Podczas dzisiejszej godziny wychowawczej spotkałam się z połową klasy – tyle osób po raz pierwszy ogarnęło dostęp do Teamsa, na którym pracujemy. Jestem bardzo dumna, że im się udało. Ale.

Chcę być słyszana!

Nie da się prowadzić rozmowy synchronicznie z 13 osobami online, kiedy każdy chce coś powiedzieć, bo się przecież nie widujemy codziennie i sytuacja jest wyjątkowa. Może to kwestia przyzwyczajenia. Nie wiem.

Motywacja

Moi ósmoklasiści, których przygotowuję do egzaminu:

  • zdają się być zmotywowani, chcę tak myśleć. Chociaż wiem, że dzisiaj jeden z uczniów grał w jakąś grę online, wystukując ścieżkę dźwiękową do naszej grupowej rozmowy o lekturze. W końcu ktoś mu zwrócił uwagę.
  • mają obawy, czy zdążą się przygotować. Ale „Balladynę“ na dziś przeczytało kilka osób. A prosiłam. Rozrysujcie sceny, zanotujcie pytania, wszystko wytłumaczę, ale najpierw musicie wy sami. Jeśli ja mam online opowiadać treść – to nie ma sensu. Wrzucę po prostu link do filmiku na YouTube, tam sobie posłuchacie.

No właśnie.

Punkt wyjścia.

W szkole od lat panuje epidemia nauczania. Pedagogika hydrauliczna, przelewanie wiedzy do głów – edukacyjne opium, wielkie uspokojenie, że dobry nauczyciel wyłoży jak należy i wszystko będzie w głowie ucznia. A jak w głowie ucznia nie będzie – znaczy zły nauczyciel, bo nie nauczył.

Stary model szkoły, ale nowe narzędzia

Teraz się boimy, że nie będziemy potrzebni. Nasze wykłady ze szkolnej sali przenosimy do chmury, żeby było bezpiecznie. Nagrywam, oni odsłuchują, jestem potrzebny. To urojenie.

Moim uczniom mówię wprost na pierwszych lekcjach: niczego was nie nauczę. To wy sami się uczycie, uczenie się jest procesem subiektywnym, a zachodzi często społecznie, bo nasze mózgi lubią uczyć się od siebie nawzajem. Dlatego ważne są spotkania w grupach i rozmowy uczniów online – wymiana wiedzy, podmiotowość ucznia, jego działanie, poczucie sprawczości.

Może niech te wszystkie lekcje uczniowie przygotowują sami, na zmianę.

Zaangażujmy ich, niech działają. I odpuśćmy część zadań. Naprawdę.

 

Materiały do pracy online, ale nie za dużo

Szkoły na czas epidemii przenoszą się do sieci, wiele placówek uruchomiło specjalne platformy umożliwiające pracę online. Na stronie rządowej umieszczono przykładowy plan lekcji, udostępniając uczniom materiały do pracy zdalnej: http://bit.ly/2voflnK.

Nauczyciele, początkowo ogarnięci paniką (skąd wziąć materiały, jak zorganizować lekcję live), postanowili połączyć siły – na stronach facebookowych aż furczało od darmowych webinarów odkrywających przed (nami) belframi tajniki narzędzi do zaczarowania uczniów online. Przyznaję, zmęczona tym wszystkim, przytłoczona nadmiarem informacji, wyłączyłam komputer.

Uratował mnie wdech i wydech. Uratowało mnie patrzenie przez dziesięć minut na popękaną ścianę za oknem (stąd pierwsze ćwiczenie, które możecie przeczytać tu: http://bit.ly/3d0YYhW).

Zadałam sobie pytanie, co mogę zrobić, żeby zachęcić dzieci do pracy w tym trudnym czasie, a jednocześnie nie przytłaczać ich nadmiarem zadań. Żeby to miało sens.

Postanowiłam co drugi dzień umieszczać na swoim blogu wpis z ćwiczeniami. Zapraszam do śledzenia wpisów na stronie facebookowej http://bit.ly/3aYeyJl, tam znajdą się wszelkie informacje. Moje lekcje można też będzie (mam nadzieję) znaleźć na stronie https://lekcjewsieci.pl/.

Jeśli jesteś nauczycielem, pomyśl o sobie, czego się teraz obawiasz. Pomyśl o uczniach, czego mogą się bać, co może być dla nich trudne. Kiedy opadną emocje związane z formą pracy przez internet („Wow, proszę pani, napisałem pierwszą kartkówkę online!”), motywacja do nauki może też spaść, co jest zupełnie zrozumiałe. Nie wiem, czy teraz byłabym w stanie całkiem spokojnie uzupełniać ćwiczenia badające rozumienie przeczytanego fragmentu opowiadania Lema, czy może analizować słownictwo dotyczące Saint Patric’s Day. A jutro Szekspir i pole powierzchni graniastosłupa. Nie wiem. (Może to ma sens?)

Wiem, że chcę rozmawiać z moimi uczniami i pomagać im w tym trudnym dla nas czasie. Na szczęście jest Messenger i Whatsapp!

Trzymajcie się!

Natalia Bielawska

 

Części zdania przeciw wojnie i faszyzmowi

Dzisiaj powtórzyliśmy części zdania, spacerując po wystawie NIGDY WIĘCEJ
SZTUKA PRZECIW WOJNIE I FASZYZMOWI W XX I XXI WIEKU

Uczniowie wcielili się w role przewodników i o wybranym przez siebie dziele sztuki opowiadali tylko za pomocą wskazanych części zdania, czyli na przykład przydawkami o kopii „Guernici“ Fangora. Albo okolicznikami o „Pociągu Zagłady“ Erny Rosenstein. To były prawdziwe i nie tylko językowe odkrycia.


Co było (lub będzie, jeśli przeprowadzisz podobne zajęcia) potrzebne:

  • pięć kart z podstawowymi informacjami na temat części zdania; jedna karta poświęcona jednej części zdania;
  • smartfon z dostępem do internetu;
  • czas: 90 min.

Pomysł jest prosty. Wszystkie wystawy w Muzeum nad Wisłą mają opiekunów, którzy zawsze opowiedzą co nieco, nawet jeśli wcześniej nie zarezerwuje się oprowadzania. Można przyjść i skorzystać z obecności takiego opiekuna, co też zrobiłam. Poprosiłam o konturowe zaznajomienie z tematyką wystawy i przedstawienie trzech dzieł.

Po tym krótkim profesjonalnym wstępie usiedliśmy w kręgu i wprowadziłam uczniów w zadanie, powtarzając podstawowe informacje o częściach zdania:

  1. Części mowy w zdaniu występują w funkcji określonych części zdania.
  2. Części mowy jest 10, a części zdania tylko 5.
  3. Najważniejsze jest orzeczenie, bo ono orzeka, czyli informuje o podmiocie – wykonawcy czynności.
  4. Podmiot i orzeczenie występują w związku zgody, to znaczy, że miłośnie dopasowują do siebie końcówki, np. malarz maluje, ale: malarze malują. Chyba, że: nie ma malarzy – wtedy mamy związek rządu i podmiot w dopełniaczu.
  5. Okolicznik informuje o okolicznościach wykonywanej czynności – z orzeczeniem występuje w związku przynależności. Przysłówki, wyrażenia przyimkowe w zdaniu pełnią funkcję okoliczników.
  6. Przydawka, bo przydaje cechy – to przymiotniki i rzeczowniki pełniące funkcje określeń.
  7. Dopełnienie, bo dopełnia treść. Z orzeczeniem zawsze w związku rządu. Odpowiada na pytania przypadków zależnych (czyli wszystkich poza mianownikiem i wołaczem O!), wyrażone rzeczownikiem.

Następnie uczniowie:

  • połączyli się w pięć zespołów (wszystko zależy od liczby uczestników zajęć, można się skupić na trzech częściach zdania, wtedy będą trzy zespoły);
  • rozdzielili między sobą karty informacyjne z najważniejszymi wiadomościami dotyczącymi określonej części zdania (pięć zespołów, więc pięć kart: o podmiocie, orzeczeniu, przydawce, okoliczniku i dopełnieniu);
  • uruchomili na swoich smartfonach przewodniki on-line http://nigdywiecej.artmuseum.pl/pl/ – gdzie zebrano informacje na temat wystawy oraz przedstawiono sylwetki poszczególnych artystów, opisano wybrane prace;
  • w grupach udali się na spacer po wystawie w poszukiwaniu dzieła sztuki, które opiszą, wcielając się w rolę przewodnika, korzystając jedynie z wyznaczonych części zdania.

Na wykonanie zadania przeznaczyłam 15 minut. Po tym czasie rozpoczęliśmy spacer po wystawie, samodzielnie wytyczoną ścieżką, skupiony wokół wybranych obrazów (pięciominutowe prezentacje). Każda grupa doskonale wywiązała się ze swojej roli przewodnika. Ćwiczenie pokazało, jakie funkcje pełnią poszczególne części mowy i jakie to ma znaczenie dla tworzonego przez nas komunikatu.

Przy okazji: poćwiczyliśmy interpretację obrazu, zbadaliśmy motyw wojny w sztuce, przypomnieliśmy sobie, czym był faszyzm, a czym pacyfizm. I w ogóle nasze głowy pootwierały się na wiele nowych tematów.

Powiem tyle, że uczestniczący w zajęciach byli zaskoczeni i bardzo zadowoleni, a do muzeum trafili też ci przypadkowi, którzy wcale nie planowali spędzenia wieczoru na dyskusjach o wykluczeniu, faszyzmie, wojnie, pokoju i… częściach zdania.


Na zdjęciu w nagłówku obraz Wilhelma Sasnala „Nigdy więcej wojny“, fot. Natalia Bielawska.

Na stres najlepsza poezja

Poezja na lekcji jako narzędzie uwalniania stresu, ćwiczenie uważności. Jakiś czas temu pisałam o projekcie „Wędrująca poezja“ – w ramach tych zajęć czytamy różne wiersze. Każdy utwór wymaga innego przygotowania z mojej strony. Dziś opiszę zajęcia, na których przeczytałam „Arboretum w Rogowie“ Urszuli Zajączkowskiej.

Wybrałam ten wiersz z myślą o tym, by wprowadzić na lekcje poezję najnowszą, pokazać, jak się teraz pisze, opowiedzieć o poetce, która na co dzień jest naukowczynią, bada rośliny (specjalizuje się w zranieniach drzew).

Poinformowałam, że wiersz pochodzi z tomu „Minimium“, pokazując książeczkę w twardej oprawie opatrzoną XIX-wiecznymi rycinami z atlasu anatomii. Komentując tytuł, odwołałam się do wszechobecnego nadmiaru: słów, produktów, możliwości. Do dekoncentracji, zmęczenia, stresu, pośpiechu. Powiedziałam o tym, że widzę sama po sobie skutki tego ekspansywnego, ekspresowego konsumpcjonizmu i że te wiersze pomagają mi zwolnić. Pomagają mi odpoczywać.


Przygotowanie do czytania wiersza. Instrukcja dla uczniów.

  1. Usiądź wygodnie, tak by nie stykać się z koleżanką lub kolegą.
  2. Zamknij oczy, weź głęboki wdech i wydech; wyobraź sobie, że każdy wdech działa jak orzeźwiający wiatr, który wpada do dusznego pokoju przez otwarte okno, a z każdym wydechem uwalniasz swoje ciało od wszystkich stresów, napięć. Wietrzysz swoje ciało, wietrzysz głowę. Powtórz ćwiczenie.
  3. Skoncentruj się na swojej ręce, pogłaszcz ją; najpierw delikatnie. Poczuj fakturę skóry, czy jest miękka, czy jest ciepła, może lepka, może czujesz pod palcami włoski. Zmień nacisk dotyku, poczuj, co masz pod skórą. Pewnie poczujesz warstewkę mięsa, tłuszczyku, kości, rozpięte niczym struny gitary, żyły w okolicach nadgarstka. Masz ciało, które jest materialne, jesteś „mięsny“, śmiertelny, fizyczny, co sprawia, że możesz odczuwać przyjemność, ale też ból.
  4. Ponownie weź głęboki wdech i wydech; posłuchaj wiersza Urszuli Zajączkowskiej„Arboretum w Rogowie“ (arboretum to rodzaj ogrodu botanicznego, gdzie gromadzi się drzewa i krzewy – koniecznie wyjaśnij tytuł). Zastanów się, jaki ma nastrój, o czym jest. Skup się na działaniu słów na Twoją wyobraźnię, na Twoje ciało. Może ten wiersz nie będzie Ci się podobał, a może odwrotnie. Może Cię rozśmieszy, może sprawi, że się odprężysz. A może Cię rozzłości. Obserwuj swoją reakcję. Masz prawo reagować, jak chcesz. arboretum w Rogowie

Po przeczytaniu wiersza.

  • Porozmawiaj z uczniami o ich odczuciach, o pierwszym wrażeniu.
  • Zapytaj o słowa, które zapamiętali, które zwróciły ich uwagę.
  • Nie oceniaj żadnych odpowiedzi. Jeśli uczeń powie coś nie po Twojej myśli, usłysz go, nie komentuj, pozwól mu mówić. Możesz jedynie dopytywać, dlaczego utwór wyzwolił takie, a nie inne emocje, czy wywołał jakieś skojarzenia, wspomnienia.
  • Rozdaj kartki z wydrukowanym wierszem. Poproś o ponowne przeczytanie i indywidualne zaznaczenie ważnych wersów, kolokacji, metafor. Być może teraz uczniowie zwrócą uwagę na zupełnie inne rzeczy. Porozmawiajcie o tym.
  • Na koniec opowiedz o swoich emocjach, przywołaj sytuację liryczną, użyj terminów: sytuacja komunikacyjna, retrospekcja, podmiot liryczny, erotyk, wiersz biały.
  • Kiedy opowiadasz – rysuj na tablicy; przełóż swoje myśli na obrazy. Koniecznie zapisz przywołane terminy.

Na koniec poproś o jednozdaniową refleksję podsumowującą lekcję oraz o wpis do Księgi Wędrującej Poezji.

IMG_9459


Wiersz stał się przyczynkiem do wyjazdu do arboretum w Rogowie, gdzie wśród drzew poznawaliśmy m.in. wątki miłosne z „Pana Tadeusza“. Ale to już temat na co najmniej dwa kolejne wpisy!

Poleż na lekcji, czyli wędrująca poezja

Koncentrowanie uwagi na bodźcach – mindfulness, uważność – tym właśnie jest poezja. W zeszłym roku rozpoczęłam projekt, który sprawił, że młodzież zaczęła dostrzegać sens czytania poezji.

TY LEŻYSZ, A POEZJA WĘDRUJE

Wędrująca poezja to lekcje skupienia i uważności. Uczestnik zajęć wybiera dowolne miejsce w klasie (lub na trawie w parku, jeśli zajęcia są poza murami szkoły), gdzie może wygodnie usiąść lub się położyć. Niektórzy leżą na podłodze, nawet pokładają się na ławkach, do czego gorąco zachęcam!

Uczniowie zamykają oczy, uspokajają oddech, wyciszają się, próbują rozluźnić napięte mięśnie. Proszę, by słuchając wiersza, zauważyli, jak słowa działają na ich ciało.

Zdarza się, że chcę wywołać konkretne uczucia, czasem przed zajęciami przyciemniam salę, palę kadzidło albo wszyscy czytamy na stojąco, ścieśnieni jak szproty w puszce.

NIE MUSISZ ROZUMIEĆ

Po czytaniu uczestnicy dzielą się swoim doświadczeniem. Nauczyciel słucha, nie ocenia – co może być trudne, kiedy uczeń powie np. Zasnąłem, było tak przyjemnie (Jak to zasnąłeś?!); Ktoś się spierdział prze pani i naprawdę poczułem tego GrochowiakaNie rozumiem, ale mi się podobało!; Śmieszne, a w sumie o śmierci (Śmieszy cię śmierć, Kowalski? Naprawdę?); Burczy mi w brzuchu, głównie tam to czułem (Nie słyszałeś mojego polecenia: uważamy! Czy ty w ogóle bierzesz te lekcje poważnie?); Autor to świr (Mickiewicz to świr? Jak ty mówisz o wieszczu!?).

Każde doświadczenie jest ważne. Ten, kto się zaśmiał w miejscach poważnych, nie może być wykluczany i upominany.  To jest jego doświadczenie i właśnie ono jest ważne. Zapytaj, dlaczego taka reakcja, co na nią wpłynęło. Na tym właśnie polega uważność. Na zauważaniu, na niczym więcej. Nie narzucaj uczniowi sposobu odbierania tekstu, pomóż mu opisać jego własne doświadczenia, zwróć uwagę na kontekst.  To jest wspaniała nauka, jak orzeźwiająca kąpiel!

POEZJĘ TRZEBA PRZEDE WSZYSTKIM PRZEŻYĆ

Nie przywiązuj się do tego hasła zanadto. Bo różne są sposoby przeżywania. Miałam uczniów, którzy naprawdę przeżyli, kiedy odkryli matematykę wierszy sylabicznych, liczyli sylaby w każdym wersie i z wypiekami na twarzy wykrzykiwali, gdzie należy zaznaczyć średniówkę. To było dla nich wtedy najważniejsze. Metafory czekały zrezygnowane.

DZIANIE SIĘ

Po zakończeniu dyskusji na temat pierwszych wrażeń rozdaję każdemu wydrukowany wiersz. Wtedy jest czas na ponowną lekturę, tym razem każdy czyta po cichu, zakreślając ciekawe lub niejasne/intrygujące fragmenty. Dyskutujemy o naszych wyborach, w ten sposób rodzi się interpretacja. Podczas rozmów wprowadzam pojęcia, np. sytuacja liryczna, podmiot liryczny, nazwy środków stylistycznych. Dzieje się to bardzo naturalnie i nie ma nic wspólnego z dyktowaniem definicji. W ten sposób oswajamy terminy, po prostu wplatając je do naszych rozmów.

NAUCZYCIELU, POWIEDZ, JAKA JEST TWOJA INTERPRETACJA

Kiedy zbliża się koniec lekcji, opowiadam o tym, jak ja rozumiem wiersz, kiedy go przeczytałam po raz pierwszy, czy jest dla mnie nadal ważny (może w ogóle nie był); mówię, czy mnie porusza, czy nie – uzasadniam swoją opinię. Opowiadam dykteryjki o moim pierwszym spotkaniu z danym wierszem. Ujawniam swój stosunek do tekstu.

WIELKA KSIĘGA WĘDRUJĄCEJ POEZJI

Mam taki zeszyt w formacie A2 w okładce obszytej czarnymi cekinami – to Wielka Księga Wędrującej Poezji, część rytuału. Na koniec zajęć chętni uczniowie dzielą się swoimi myślami, zapisując je w Wielkiej Księdze.

I tyle.

🙂

 

 

 

Środki stylistyczne w służbie dobrostanu

Wolę nazywać je spotkaniami niż lekcjami. Wolę słyszeć moich uczniów. Dlatego na początku siadamy w kręgu.

Taki krąg to przestrzeń dla każdego ucznia. Możliwość podzielenia się z grupą czymkolwiek się zechce.

Istotą jest sposób opowiadania o sobie. Można to robić za pomocą wskazanych przez nauczyciela środków stylistycznych.

Krąg Epitetów. Uczestnicy jednym epitetem określają siebie, np. jak się czują w danym momencie. Można rozwinąć wypowiedź, ale nie ma przymusu. Jeśli przez miesiąc lub rok będziesz tak rozpoczynać zajęcia – gwarantuję, że każdy uczeń będzie wiedział, co to epitet i jaką pełni funkcję.

Na początku zawsze powtarzam zasady:

  1. Słuchamy siebie nawzajem (najważniejsza a zarazem najtrudniejsza zasada).
  2. Mówi tylko ta osoba, której zostanie przekazana piłeczka (jakikolwiek przedmiot, który krąży w kręgu).
  3. Mówiący podaje jeden epitet, czyli wyraz określający np. jaki, jaka jestem w danej chwili.
  4. Można uzasadnić, dlaczego akurat ten epitet, ale nie ma przymusu.
  5. Można przekazać piłeczkę koledze/koleżance obok, jeśli się nie chce brać udziału.
  6. Jesteśmy dyskretni. To co mówimy, zostaje między nami.
  7. Nie oceniamy. Każdy ma prawo powiedzieć, co chce.

Przypominam, że epitet jako część mowy to przymiotnik, a część zdania – przydawka.

Zadanie można też co jakiś czas urozmaicać: przygotować zestaw epitetów, nowych słów (dostosowanych do wieku uczniów), np. apatyczny, asertywny, empatyczny, dekadencki itp. Zadaniem uczestników jest odszukanie w słowniku języka polskiego znaczeń wybranych (lub wylosowanych) epitetów i odniesienie ich do siebie, swojego doświadczenia.

W zeszłym roku, w nowej szkole, z nowymi uczniami w siódmej klasie, Krąg Epitetów wywołał niemałe zaciekawienie. Kolejne lekcje w pierwszych tygodniach września rozpoczynały się epitetami: zmęczony, senna, znudzony, głodna. Przychodziłam na zajęcia z rozpalającym moją wyobraźnię pomysłem i po Kręgu Epitetów byłam załamana. Jedyny dający nadzieję epitet padał z ust prowadzącej: podekscytowana. Podekscytowana, a przed nią armia Niewyspanych i Zmęczonych. Podziękowałam wszystkim za epitety, powiedziałam, że to bardzo ważna informacja zarówno dla mnie, jak dla każdego z osobna. I że wspólnie powinniśmy się temu przyjrzeć: znaleźć jakieś rozwiązania, bo nie nauczymy się niczego, kiedy będziemy zmęczeni i głodni.

Poprosiłam każdego ucznia, żeby zastanowił się, dlaczego jest zmęczony: może ma za dużo zajęć po lekcjach, może lekcje są nudne (i co to dla niego znaczy), jak spędza przerwę, czy uprawia sport, co zjadł, czy je regularnie, o której chodzi spać itp.

Sama zerknęłam w plan; zdarzało się, że zajęcia z polskiego wypadały po południu – to były moje pierwsze lekcje w danym dniu, ale piąta i szósta, a czasem siódma moich uczniów! A ja oczekiwałam od nich źrebięcej rześkości…

Krąg Apostrof. Uczestnicy bezpośrednio zwracają się do rzeczy lub stanu, który ich dotyczy w danym momencie, np. Kocie, który odciągałeś mnie od moich nauczycielskich obowiązków, siadając na stosie wypracowań! (Bo ja też biorę udział w zajęciach, jestem częścią kręgu).

Może być też Krąg Neologizmów, zdań dopełnieniowych, czego tam zapragnie Twoja nauczycielska fantazja, a co nakaże podstawa programowa.

Każde spotkanie to okazja do bliższego poznania siebie i swoich potrzeb – chcę żeby moi uczniowie o tym wiedzieli. Da się to robić, realizując podstawę programową na tzw. lekcjach języka polskiego, nawet jeśli klasa to kilkadziesiąt osób. One chcą być usłyszane.

Tak czuję.

 

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

Up ↑