Szukaj

622 pomysły na lekcje języka polskiego

Jak (się) uczyć? Plotkować!

Sposób na powtórkę omówionych w tym roku utworów literackich? Opowiedzieć o nich w formie plotki, tabloidowego newsa.

Mogą posłużyć do tego:

a. Braking News Generator: https://www.classtools.net/breakingnews/

b. Canva https://www.canva.com/

Inspiracją dla poniższych przykładowych projektów były Lilije A. Mickiewicza:

PLOTKI

Mickiewicz_lilije.jpg

 

Reklamy

Niepoważne zdania złożone

Generator memów – idealne narzędzie do powtórki zdań złożonych podrzędnie.

Zasady:
1. Stwórz po dwa memy ilustrujące każdy z poznanych typów zdań złożonych (zdanie podmiotowe, orzecznikowe, dopełnieniowe, przydawkowe, okolicznikowe).
2. Pamiętaj o przecinkach.

https://generator.memy.pl/
https://www.iloveimg.com/pl/generator-memow

Wydrukowałam wszystkie memy stworzone przez uczniów. Na zajęciach moi siódmoklasiści połączeni w zespoły czteroosobowe określali typy zdań podrzędnych. Tak powstała ściana memów.

Co robiłeś w ferie?

Na pierwszej lekcji po feriach, gorącym tematem są… nie, nie powtórka wiadomości z gramatyki…! a ferie. Więc poprosiłam, by każdy z uczniów napisał, co robił w ferie. Nad klasą zawisł dusiciel wszelkiej kreatywności, tłusty wąż nudy.

– Proszę podać tylko trzy informacje.

– Heh, jesteśmy w siódmej klasie, może jeszcze narysujemy bałwanka? – to zdanie wyczytałam z min uczniowskich.

– To nie jest zwykłe zadanie – kontynuowałam.

Wąż spojrzał na mnie z pogardą.

– Jest jeden warunek: nie można używać czasowników.

– Ej, ale jak to, nie da się bez czasowników!

Z gada zrobiła się zagadka!

– Ha. To zadanie kreatywne, ma być bez czasowników i już. Da się.

Po trzech minutach rozpoczęliśmy rundę: każdy czytał, co napisał. Było bardzo dużo śmiechu, nie wszystkim udało się uniknąć czasownika; niektórzy wybrnęli, korzystając z rzeczowników odczasownikowych. Wzajemnie komentując poszczególne wypowiedzi, powtórzyliśmy wiadomości o równoważnikach zdań, o bezokolicznikach, imiesłowach, rzeczownikach nazywających czynności.

Uczniowie doszli do wniosku, że bez czasowników komunikacja w języku polskim jest bardzo utrudniona i śmieszna: nie do końca wiadomo, o co chodzi.

Podsumowując zadanie, zapytałam, jak po angielsku jest czasownik i zapisałam odpowiedź na tablicy. Powiedziałam, że pochodzi od łacińskiej nazwy czasownika: verbum. Ciekawe, że łaciński wyraz oznaczający czasownik oznacza również słowo.

Żeby był komunikat, musi być słowo.

CZASOWNIK = SŁOWO

(Stąd nasz polski przysłówek, czyli wyraz stojący przy słowie, czyli przy czasowniku).

Ten czasownik, tak ważny (bo słowo w komunikacji werbalnej (sic!) jest najważniejsze), że wokół niego budowane jest całe zdanie, orzeka (informuje) o podmiocie – stąd ORZECZENIE, jedna z pięciu części zdania.

I tu przeszłam do drugiej części zajęć – pracy w grupach.

Podzieliłam klasę na pięć zespołów. Każdy dostał do opracowania jedną z części zdania, według schematu:

  1. Określ funkcję, jaką pełni w zdaniu (zwróć uwagę na nazwę tej części zdania).
  2. Które części mowy mogą wyrażać tę część zdania?
  3. Przedstaw personifikację wskazanej części zdania (dowolna technika: rysunek, kolaż).
  4. Jakim zwierzęciem mogłaby być ta część zdania?
  5. Pamiętaj o uzasadnieniach!

Lekcję podsumujemy w środę. Już nie mogę się doczekać personifikacji!

Załączam rysunek, na którym dusiciel (wąż nudy) trawi ucznia.

C36893FD-7616-4082-916D-DE52B3D08621Uważajcie na nich (i na siebie). Ja czuwam!

 

 

Różowa lekcja

Stosik różowej kredy, dwa jabłka i wielka fotografia starego poety wyświetlona na ścianie rozbudziły ciekawość wchodzących uczniów; najmniej poeta, najbardziej kreda i jabłka. Od razu zaczęły się pytania: po co tak dużo różowej kredy? Czy będziemy się rzucać jabłkami i kredą? Ojej, ile różowej kredy!

Zapytałam, z czym kojarzy się kolor różowy. Odpowiedzi były różne: odczekałam, aż wśród jednorożców, różowych okularów, róż i szynki pojawi się miłość.

Powiedziałam, że na dzisiejszych zajęciach będziemy wszystko zapisywać na różowo i miłość może być jednym z powodów. A drugi to taki, że poeta, którego zdjęcie wyświetliłam na ścianie, to Tadeusz Różewicz i bardzo chcę, żeby uczniowie zapamiętali nazwisko. Na lekcji poznamy wiersz Różewicza, a tematem będzie język – też różowy. Nawiązując do wydarzeń w Gdańsku, porozmawiamy o mocy słów, o języku nienawiści.

Zanim przeszliśmy do zapoznania się z wierszem, zaprosiłam uczniów do wspólnej zgadywanki.

 

 

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Każdemu rozdałam karteczkę z własnoręcznie wykonanym obrazkiem. Karteczki mocno zainteresowały uczniów (bo chcieli zobaczyć, jak rysuję). Każdy otrzymał inny obrazek, więc zaglądali sobie przez ramię, co dostał kolega, śmiali się, komentowali absurdalność rysunków. Zaproponowałam, żeby wstali i podpatrzyli, co mają inni. Zapytałam, co jest motywem przewodnim, co pojawia się na każdej z karteczek. Po krótkim dochodzeniu (dosłownie!), orzekli gremialnie, że język.

Zapytałam, czy ktoś wie, co zostało przedstawione na karteczkach, dlaczego te rysunki są takie od czapy, jak ten, gdzie uskrzydlony język unosi się obok fruwającej łopaty. Nikt nie wiedział. Rozdałam kolorowe paski z podpisami do rysunków (cztery kolory pasków, tak by później połączyć dzieci w grupy pięcioosobowe). Uczniowie znowu musieli wstać i krążąc po sali, dopasować otrzymany pasek do rysunku.

Kiedy dopasowali, powiedziałam, że te abstrakcyjne obrazki, to dosłownie przedstawione frazeologizmy, czyli takie zwroty, które w przenośni informują nas o różnych rzeczach. Po kolei tłumaczyliśmy sobie wszystkie frazeologizmy (przy okazji naprowadzałam uczniów na porównania języka do przedmiotów: skoro język może się plątać, to może być jak sieć, jak sznurek; skoro jest ostry, to może być jak scyzoryk, szpilka – mówi się przecież wbić komuś szpilę).

Po skończonym ćwiczeniu przeszliśmy do drugiej części zajęć. Rozdałam ozdobiony językiem tekst wiersza.

malou-pink-tongue_opener

(Przez chwilę porozmawialiśmy o zdjęciu rzeźby szwedzkiej rzeźbiarki Malou Palmquist – niektórych zainteresowała).

Zapytałam, kto lubi się wygłupiać na forum, pokazywać miny i dużo ruszać. Ochotnik miał za zadanie odgrywać na bieżąco poszczególne fragmenty odczytywanego przeze mnie utworu.

Improwizacje wzbudziły niesamowite poruszenie i salwy śmiechu: uczeń na początku wywijał nogami, rękami, po czym nagle wyrzucał język z paszczy.

Po przeczytaniu wiersza, zapytałam, kogo nazywamy fałszywym? Kim może być taki fałszywy wściekły?

Poprosiłam, by dzieci z pierwszej grupy (paski z zielonymi frazeologizmami) narysowały na tablicy wściekłego przedstawionego w wierszu. Druga grupa (czerwoni) miała narysować narzędzia/przedmioty do których porównano język.  Trzecia (żółci), zabiegi, jakim został poddany język. Czwarta (niebiescy) tworzyła różane portrety Różewicza.

 

 

Po sześciu minutach uczniowie mogli nawzajem pooglądać swoje prace i zaczęliśmy rozmowę o wierszu.

Tekst raczej się nie podobał ze względu na złe emocje, jakie wywoływał. Stwierdziliśmy, że Różewicz przedstawił język jako narzędzie. Że wypowiadane słowa mogą ranić, być jak ciosy mieczem. Że ktoś, kto mówi, może nas oszukiwać, bo używa wypożyczonego języka. Powiedziałam uczniom o istnieniu języka propagandy i manipulacji.

Doszliśmy do wniosku, że wolimy język miłości i prawdziwych kochających od fałszywych wściekłych.

Na koniec poinformowałam, że przeprowadzę mały eksperyment: pokazałam uczniom dwa podobne jabłka (jedno wcześniej obite tak, by po przekrojeniu było sine). Poprosiłam, by do jednego z nich (umyślnie wybrałam nieobite) mówić same miłe słowa, a na drugie pokrzyczeć. Po eksperymencie uczniowie stwierdzili, że jabłka nadal wyglądają tak samo. Wtedy przekroiłam owoce – sponiewierane, zwyzywane jabłko, okazało się w środku sine, a chwalone – soczyste i jędrne. Zapytałam o metaforę tego eksperymentu w kontekście języka.

Pomysł z jabłkami znalazłam w sieci:

Podsumowaliśmy, że słowa mają wielką moc i jesteśmy za nie odpowiedzialni.


Do przeprowadzenia lekcji będą potrzebne:

  • tekst wiersza: FAŁSZYWI WŚCIEKLI
  • obrazki: (choć najlepiej się pobawić i narysować samodzielnie)
  • podpisy do obrazków wydrukowane na kolorowym papierze (4 kolory, bo później 4 grupy po 5 osób)
  • komputer podłączony do rzutnika (by wyświetlić zdjęcie Tadeusza Różewicza)
  • różowa kreda
  • dwa jabłka
  • nożyk

 

 

 

Zainteresuj (się) albo giń

Jestem po fali prezentacji z zainicjowanego na początku roku szkolnego cyklu Kwadrans na epokę. To było potężne tsunami…, teraz analizujemy nasze błędy, prostujemy ścieżki i idziemy dalej!

Specjalnie dla moich uczniów przygotowałam notatkę, jak powinna wyglądać dobra prezentacja. Wrzucam też tutaj, może komuś się przyda.


Już sam nagłówek sugeruje, że prezentowanie (czegokolwiek) wymaga pewnej zręczności, przygotowania; to sztuka. Na szczęście nie jest to sztuka abstrakcyjna i znane są sposoby na to, by słuchający miał uszy w górze jak Batman.

FAZA PRZYGOTOWAŃ

Zasada pierwsza – zainteresuj (się) albo giń!

Ważne, żeby temat Cię w jakiś sposób poruszył – jeśli Ty będziesz zainteresowany, jest duża szansa, że też zainteresujesz odbiorcę, bo Twój przekaz będzie emocjonalny.

Jeśli masz do przygotowania prezentację na temat, który Cię nie interesuje, zastanów się, co zrobić, żeby choć trochę Cię jednak zainteresował.

Pamiętaj! Nuda jest w oku patrzącego! Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Jeżeli nudno – zmień miejsce!

Jeśli wylosowałeś pozytywizm, a odkrywanie tej epoki (jeszcze) nie jest Twoją życiową pasją – zderz to z tym, co Cię interesuje: może lubisz historię, biologię, geografię, wuef? Może interesują Cię gry komputerowe? Popatrz na temat przez pryzmat swoich zainteresowań. Poszukaj ciekawostek w internecie. Wyniuchaj sensację.

Zasada druga – pij z dobrych źródeł!

Nie korzystaj ze zbyt wielu źródeł. Jeżeli jesteś początkujący – najlepiej skup się na dwóch, trzech źródłach. Żeby nie utonąć w morzu informacji, jakim jest internet, warto zacząć od podręcznika (tam są treści podstawowe) i rozszerzać tę wiedzę zgodnie z obranym kierunkiem, wyszukując potrzebne informacje w internecie, korzystając z biblioteki. Koniecznie zapisz, z czego korzystałeś – podaj tę informację na końcu prezentacji (to jest tzw. bibliografia).

Zasada trzecia – bądź jak plantaki!

Plantaki to takie zwierzaki, które zawsze sporządzają plan. Bądź jak plantaki!

  • Przeczytaj uważnie wszystko, co udało Ci się zgromadzić.
  • Zrób notatki (wypisz, co najważniejsze).
  • Przygotuj plan tego, o czym, i w jakiej kolejności chcesz opowiedzieć.

Zasada czwarta – obrazki, obrazki, obrazki!

Wybierz najważniejsze informacje i zastanów się, jak je zwizualizować.

Nie umieszczaj na slajdzie ściany tekstu – to rozprasza uwagę odbiorcy i jest nieprofesjonalne!

Na slajdzie powinien znaleźć się jakiś obraz (rysunek, symbol) plus słowa kluczowe (nowe pojęcia, nazwisko, krótki cytat, data).

Zasada piąta – gotowy na wszystko?

Sprawdź, czy wszystko działa: zapisz prezentację w kilku miejscach (wyślij ją sobie na e-maila, zapisz na pendrivie), bądź przygotowany na to, że nie będzie dostępu do sieci.

FAZA PRZEDSTAWIENIA

Kto czyta notatki z kartki, ten nie ma nosa.

Wyobraź sobie sytuację, że prezentujący nagle zaczyna zanurzać się w czytane notatki. Literalnie! Zniżał nos, przysuwając go bliżej odczytywanej kartki i nagle go chwyciło! Został wciągnięty przez tekst. Znudzeni słuchacze niczego nie zauważyli – każdy z nich od dawna spał. Jest na to jedna rada. Nigdy nie czytaj notatek.

Twoim zadaniem jest opowiedzieć swoimi słowami, to czego się dowiedziałeś na dany temat. Jeśli tego nie potrafisz – to znaczy, że przygotowując prezentację popełniłeś jakiś błąd (patrz: FAZA PRZYGOTOWAŃ). 

Rozpocznij prezentację w momencie, kiedy audytorium będzie na to gotowe. Daj swoją postawą ciała do zrozumienia, że chcesz zacząć. Wprowadź słuchaczy w przedstawiany temat.

Mów głośno tak, by Cię słyszano.

FAZA KOŃCOWA

Oddaj głos publiczności, posłuchaj, co ma do powiedzenia. Każda informacja zwrotna na temat wykonanej pracy jest bardzo cenna!


Na górze wpisu znajduje się moja koślawa acz bardzo wesoła notatka wizualna. Jak widać, przede mną jeszcze wiele godzin ćwiczeń 😀

 

 

 

 

Ópiorna ortografia

Halloween na lekcji polskiego? Poleca (się) Józef Żuchwa (właśc. juzef rzóhfa lub rzuhfa – zależnie od szaleństwa piszącego), o!błędny wampir.

Ortografia może uratować życie.

Aby pokonać krwiożerczego Józefa Ż., będą potrzebne materiały:

  • rysunek z podobizną upiora (wychodząc naprzeciw tym, co narzekają, że nie umieją rysować: może być upiorny rysunek) juzefa rzuhfy;
  • mapa słońca ortograficznego, np. taka (ale niekoniecznie): C888AE87-A66F-4700-AC86-11D261B4EEE8
  • sklerotki (czyli karteczki przypominajki, które posłużą jako budulec promieni słonecznych).

Tłumaczymy uczniom, o co chodzi:

C1B0BF66-3314-4A93-A43F-011252D47F74

4BF92EC0-FAC4-41E0-8EE5-43ABE7371EBD

Na sklerotkach uczniowie wpisują poprawnie słowa z przygotowanych kart pracy:

36AE36B8-BDC8-4D97-B4DB-7B176621E882

W zależności od wieku oraz stopnia wtajemniczenia uczestników, promienie słoneczne (ze sklerotek) można tworzyć:

  • dowolnie (po prostu z poprawnie zapisanych wyrazów);
  • mogą być promienie tematyczne, np. tylko wyrazy z ż lub ó itp.;
  • można tworzyć promienie specjalistyczne (jak na rysunku słońca powyżej), np. promienie z wyrazów z rz wymiennym na r.

B2FFFF9F-193A-4480-AF5D-A2CFAA4A4CB6

W trakcie zabawy korzystaliśmy z wszelkich słowników ortograficznych (papierowych i online), podpowiedzi przyjaciół oraz sugestii przypadkowych podglądaczy.

Wyrazy tworzące dany promień zainspirowały nas do wymyślenia mrorzących kref w rzyłah opowiadań.

Historie zostały arcypoprawnie zapisane i teraz straszymy nimi o!błędnego juzefa żóhfę. Żaden wampir nie będzie nam bezkarnie zamykał u!

96D81645-E7A2-4EC8-8C85-6D4E5C7F7E22

Życzę dobrej zabawy!


Jeśli spodobał Ci się pomysł, proszę, zostaw komentarz. Dziękuję!

Epitety smażone kotlety

Przyznaję. Macam książki w księgarniach, zamykając oczy, badam ostrość krawędzi stron opuszkami palców, prześlizguję się po gładzi grzbietu, czasem uszczypnę sznureczek zakładki…

Gra „Epitety smażone kotlety“ rozgrzewa wyobraźnię graczy!

Zabawa przeznaczona dla dzieci od przedszkola do (tu trudno określić, bo mnie też sprawiła dużo frajdy, a mam lat 36).


Cel: dobra zabawa, wprowadzenie terminu epitet, przygotowanie do opisu przedmiotu.

Co będzie potrzebne:

  • pudełko z otworami;
  • różne przedmioty: szorstkie, lepkie, kruche, mokre, twarde i inne;
  • słowniki, np. języka polskiego, wyrazów obcych, ortograficzny (słowników nigdy dość).

Na początku pytam zebranych, czy znają taką grę „Epitety smażone kotlety“. Nikt nie zna. Wyrażam głębokie zdziwienie, mówię, że to obecnie najpopularniejsza gra w mieście, i pytam jeszcze raz, wymieniając nazwę, mocno intonując słowo epitety. Nikt nie zna, ale uczniowie zaczynają powtarzać między sobą słowo epitety. Pytam, czy wiedzą, co to jest epitet? Nie wiedzą. Biorę pierwszą lepszą rzecz, jaką znajdę pod ręką – np. kartkę papieru i zadaję pytania, jaka ona jest. Padają odpowiedzi: biała, cienka, ostra, niezapisana, pomięta. Wyciskam z widowni wszelkie możliwe epitety, po czym obwieszczam, że mam przed sobą specjalistów od epitetów, bo epitety to właśnie te wyrazy, które określają nam, jakie coś jest. Dzięki epitetom, kartka papieru przestała być tylko zwykła, a stała się: łatwopalna, gładka, delikatna etc. Teraz można przystąpić do zabawy.  Informuję, że podczas gry będziemy mieć „oczy w rękach“ (albo ręce w oczach, bo tak ozdobiłam pudełko 🙂 )

Wybieramy zgadującego, który bierze sprawy w swoje ręce, to znaczy wkłada łapki do „Epitetów smażonych kotletów“ i maca. Opisuje przedmiot na głos, używając wyłącznie epitetów (czyli mówi, jakie coś jest – trzeba to ciągle powtarzać graczom), a publiczność zgaduje. Jeśli macant zgadnie pierwszy, może dodać epitety prawdopodobne, czyli, jeżeli już wie, że ma pod paluchami winogrona (właśnie jedno rozgniótł), to może użyć epitetów: zielone, fioletowe, słodkie. Kiedy publiczność podaje błędne odpowiedzi, epitetnik krzyczy: epitety smażone kotlety!

Przy okazji można ćwiczyć tworzenie przymiotników odrzeczownikowych, trzeba uważnie słuchać odpowiedzi dzieci, na początku naprowadzać na epitety (np. jeśli coś jest z metalu, to znaczy jakie to jest?).

Gra jest wstępem do opisu przedmiotu.

Po zakończonej grze uczniowie wypisywali epitety, których nazwy rozpoczynały się od kolejnych liter w ich imionach, poszerzając słownictwo o epitety takie jak: elokwentny, ambitny, asertywny, empatyczny (tu w zależności od wieku graczy) etc.

E271214D-C44E-4894-B303-171AE36C3663

Polecam.

 

 

 

Uczniowskie PZO

Zasady oceniania na języku polskim wypracowaliśmy wspólnie: ja i moi uczniowe. Na rozmowy poświęciliśmy dwa spotkania, zastanawiając się między innymi: jak oceniać (cyfrowo czy opisując)? jaka jest różnica między chcę a muszę, i co to może zmienić? czy zadania domowe powinny być obowiązkowe? co jest korzystniejsze, sprawdziany czy kartkówki? czym jest uczenie się? i po co to wszystko robimy 🙂

Wyszliśmy od praw. Dialog będzie trwał cały rok. Zobaczymy, jakie pojawią się potrzeby i czy coś będzie wymagało zmiany. Przedstawiam efekt naszych rozmów, może kogoś zainspiruje:


Przedmiotowe Zasady Oceniania

Twoje prawa:

  • masz prawo zgłosić nieprzygotowanie i ustalić termin zaliczenia tego, z czego się nie przygotowałeś/aś;
  • masz prawo nie wiedzieć i o wszystko pytać nawet sto razy;
  • masz prawo do zadania domowego (które nie jest obowiązkowe);
  • masz prawo do uzyskania informacji zwrotnej o Twoich postępach;
  • masz prawo do współtworzenia listy lektur obowiązkowych;
  • możesz poprawiać każdą niezaliczoną kartkówkę i sprawdzian;
  • kartkówki i sprawdziany poprawiasz w godzinach konsultacji (środa 15.00 – 16.00) lub w innym wcześniej uzgodnionym terminie;
  • masz prawo usiąść obok i przyglądać się zajęciom, jeśli nie chcesz w nich uczestniczyć, ale później Twoim obowiązkiem jest uzupełnienie wiadomości.

Twoje obowiązki (ułatwiające uczenie się):

  • posiadasz zeszyt przedmiotowy (najlepiej A4 ze względu na mapy myśli) i prowadzisz notatki, zapisując temat i datę przeprowadzonych zajęć;
  • prowadzisz dziennik lektur zgodnie z nacobezu umieszczonym na stronie https://wujtarabuk.wordpress.com;
  • czytasz lektury w wyznaczonym terminie;
  • powtarzasz wiadomości zdobyte na lekcji, korzystając z własnych notatek, podręcznika Między nami oraz strony https://wujtarabuk.wordpress.com;
  • przechowujesz wszystkie materiały, które otrzymasz na lekcji (karty pracy, teksty), a także kartkówki oraz sprawdziany;
  • monitorujesz realizację podstawy programowej, wykorzystując Leniwca.

Oceniam przede wszystkim DZIAŁANIE, czyli:

  • Twoją aktywność na zajęciach (nie bój się mówić!);
  • obserwuję, jak korzystasz ze swoich praw;
  • obserwuję, czy i jak wywiązujesz się ze swoich obowiązków.

W semestrze będzie jeden sprawdzian. Informacja o wynikach zostanie podana w procentach. Sprawdzian zostanie omówiony i udzielę Ci wskazówek do dalszej pracy.

Ocena semestralna jest oceną opisową (tzw. recenzją semestralną), ocena roczna jest oceną sumującą (cyfrową).

Na życzenie ucznia ocena opisowa może być uzupełniona o tradycyjny stopień szkolny (z dopuszczeniem ocen z plusami lub minusami).

Cyfrowa ocena roczna będzie wystawiona zgodnie z Wewnątrzszkolnymi Zasadami Oceniania, udostępnionymi na stronie: https://stronarasz.idu.edu.pl/index.php/oraganizacj-dokumenty/organizacja-dokumenty/219-wewnatrzszkolne-zasady-oceniania


 

Pani Anafora

Mam na imię Anafora – tak przedstawiłam się nowym uczniom w mojej nowej szkole. Ale od początku, żeby się nie powtarzać.

Na pierwszą lekcję poszłam przejęta, z niepewnością i bijącym sercem początkującej nauczycielki, mimo iż uczę już szósty rok.

Przygotowując się do lekcji, założyłam, że:

  • chcę poznać dzieci (ich upodobania);
  • chcę, żebyśmy wspólnie ustalili zasady współpracy;
  • chcę przy okazji przemycić jakiś tekst;
  • chcę, żeby poznały jakieś nowe słowo.

Postanowiłam przeczytać z nimi wiersz (który notabene przyczynił się do mojej decyzji o zmianie pracy): Możliwości W. Szymborskiej.   Lektura tego tekstu to bardzo dobra okazja do wzajemnego poznania się poprzez określenie własnych sympatii oraz rozmowa o możliwościach, jakich mogą dostarczać nam wspólne lekcje.

–  Mam na imię Anafora – przedstawiłam się, zapisując na tablicy nowe słowo – bardzo proszę zapamiętać. Prawie nikt nie słyszał o takim imieniu, jedna dziewczyna zwróciła uwagę na greckie pochodzenie, ktoś inny przyznał: faktycznie, jakaś grecka kuzynka ciotki właśnie ma tak na imię.

Przyznałam, że słowo pochodzi z języka greckiego i oznacza powtórzenie na początku zdania. I że tak naprawdę, to moja ksywa, bo nauczyciel z natury się powtarza 🙂

(O tym wszystkim można przeczytać tu: Wuj Tarabuk).

Każdemu z dwudziestu czterech uczniów wręczyłam karteczkę z jednym zdaniem (linijką wiersza), mówiąc, że zaraz przećwiczymy anaforę. Odczytaliśmy utwór na głos, każdy uczeń po jednym wersie, zaczynając od swojego imienia (pozostałe wersy odczytałam ja, pani Anafora). Pojawiły się emocje, ktoś, kto odczytywał wolę koty komentował oburzony, że woli psy, inny był bardzo zadowolony z deklaracji zgodnej z własnymi sympatiami: wolę kino.

Ustaliliśmy, że nie lubimy, kiedy ktoś nam narzuca swoje upodobania, bo nie zawsze są one zgodne z naszymi.

Powiedziałam, że zdania, które przeczytaliśmy, to wiersz polskiej poetki, noblistki, starszej pani, która wolała boks i papierosy (w jednej z klas uczeń rozwiązał zagadkę).

Ponieważ chcę ich poznać, poprosiłam, by każdy stworzył listę pięciu „wolę“ o sobie, swoich zainteresowaniach. Powiedziałam też, że chcę, żebyśmy wspólnie stworzyli listę możliwości na języku polskim. Że nie chcę narzucać im reguł, że chcę usłyszeć ich głos, ich wolę, bo wolę dialog.

Każdy z uczniów wybrał jedną najważniejszą dla siebie możliwość i zapisał na plakacie.

Taki był początek możliwości.

 

 

 

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

Up ↑