Wyobraź sobie, że ogłoszono epidemię, zamknięto szkoły, a Ty, korzystając z materiałów online, musisz dowiedzieć się, jak obliczyć objętość graniastosłupa, a potem przeczytać „Stepy akermańskie”, poznać słownictwo związane z Saint Patrick’s Day. I jeszcze prześledzić zmiany w przemyśle Polski po 1989 roku. TERAZ. Zalecenia MEN-u do pracy zdalnej. Zmotywowany?

Ja nie. I już mam dość całej tej nauki zdalnej i online.

No ale. To nie są koronaferie. Pamiętajmy o tym. Przy śniadaniu i podczas kolacji. Pan przypomni, pani przypomni. Nauka w czasach zarazy, nie wolno postponować.

Klikanna

Jestem zmęczona byciem w sieci. Siedzę od rana do wieczora i klikam.

Najpierw klikam z uczniami, potem z nauczycielami. Z najbliższą rodziną też klikam. Klik, klik, kill.

Więcej luzu?

Sytuacja zamknięcia szkół wywołała zrozumiałe zamieszanie wśród nauczycieli: jak uczyć, jak pracować? Czy warto przykuwać młodzież i siebie na kilka godzin do ekranów komputerów? A może ważniejszy jest kontakt z dziećmi niż te wszystkie testy i ćwiczenia?

Lawina materiału

Część belfrów postanowiła, niektórzy nawet przyznali to z dumą, że pójdą po linii najmniejszego oporu: żadnych lekcji online, jedynie przekazanie materiałów, ćwiczeń z rozwiązaniami do samodzielnego sprawdzenia. Niech się uczy, kto chce (a i tak się nie będą uczyć). Można zadawać telefonicznie, nie trzeba internetowo. Wynik: zrozpaczone matki apelują na Facebooku o rozsądek, niektóre pukają się w głowę. Inne po prostu pilnie odrabiają zadania. Czyli jak za starych dobrych czasów w realu.

Nauczyciele TIK – TAK!

Są tacy, którzy na wieść o pracy online dostali motywacyjnych skrzydeł („Nareszcie zacznie się prawdziwa nauka!“). Zamiast korzystać z tego, co już jest, zajęli się na cito masową produkcją materiałów edukacyjnych, korzystając z coraz to bardziej fikuśnych narzędzi TIK: stworzyli gazylion mniej lub bardziej odtwórczych zadań i nagrań na YouTube z odczytywaniem definicji. Niektórzy są już zmęczeni produkcją. (Jestem w tej grupie).

Nauczyciele Idealni

Część (być może ta bardziej ogarnięta) po odpowiednich szkoleniach rozpoczęła nauczanie przez internet, korzystając z profesjonalnych platform i aplikacji. Na instagramie przewijam zdjęcia uśmiechniętych dzieci, które podnoszą przed komputerem ręce do odpowiedzi, zachwycając rodziców, i zastanawiam się, co robię nie tak.

Syzyfowa praca

U mnie praca wygląda kiepsko, właściwie to jest syzyfowa praca. Gros uczniów nie czyta informacji na elektronicznym dzienniku, więc jeszcze nie udało mi się połączyć z całą moją klasą wychowawczą, mimo iż jesteśmy w kontakcie cały czas na Whatsappie i Messengerze. I informuję o spotkaniach na różnych kanałach.

Kakofonia (potrzeb)

Podczas dzisiejszej godziny wychowawczej spotkałam się z połową klasy – tyle osób po raz pierwszy ogarnęło dostęp do Teamsa, na którym pracujemy. Jestem bardzo dumna, że im się udało. Ale.

Chcę być słyszana!

Nie da się prowadzić rozmowy synchronicznie z 13 osobami online, kiedy każdy chce coś powiedzieć, bo się przecież nie widujemy codziennie i sytuacja jest wyjątkowa. Może to kwestia przyzwyczajenia. Nie wiem.

Motywacja

Moi ósmoklasiści, których przygotowuję do egzaminu:

  • zdają się być zmotywowani, chcę tak myśleć. Chociaż wiem, że dzisiaj jeden z uczniów grał w jakąś grę online, wystukując ścieżkę dźwiękową do naszej grupowej rozmowy o lekturze. W końcu ktoś mu zwrócił uwagę.
  • mają obawy, czy zdążą się przygotować. Ale „Balladynę“ na dziś przeczytało kilka osób. A prosiłam. Rozrysujcie sceny, zanotujcie pytania, wszystko wytłumaczę, ale najpierw musicie wy sami. Jeśli ja mam online opowiadać treść – to nie ma sensu. Wrzucę po prostu link do filmiku na YouTube, tam sobie posłuchacie.

No właśnie.

Punkt wyjścia.

W szkole od lat panuje epidemia nauczania. Pedagogika hydrauliczna, przelewanie wiedzy do głów – edukacyjne opium, wielkie uspokojenie, że dobry nauczyciel wyłoży jak należy i wszystko będzie w głowie ucznia. A jak w głowie ucznia nie będzie – znaczy zły nauczyciel, bo nie nauczył.

Stary model szkoły, ale nowe narzędzia

Teraz się boimy, że nie będziemy potrzebni. Nasze wykłady ze szkolnej sali przenosimy do chmury, żeby było bezpiecznie. Nagrywam, oni odsłuchują, jestem potrzebny. To urojenie.

Moim uczniom mówię wprost na pierwszych lekcjach: niczego was nie nauczę. To wy sami się uczycie, uczenie się jest procesem subiektywnym, a zachodzi często społecznie, bo nasze mózgi lubią uczyć się od siebie nawzajem. Dlatego ważne są spotkania w grupach i rozmowy uczniów online – wymiana wiedzy, podmiotowość ucznia, jego działanie, poczucie sprawczości.

Może niech te wszystkie lekcje uczniowie przygotowują sami, na zmianę.

Zaangażujmy ich, niech działają. I odpuśćmy część zadań. Naprawdę.