Pamiętam tę lekcję: wróciłam z takiej jednej konferencji, na której przez dwa dni mówiono o tym (aż do zdrętwienia pośladków), jak ważne jest zaktywizowanie uczniów i uczennic, że uczenie się to działanie. A myśmy słuchali, siedząc jeden za drugim, jedna za drugą w sali wykładowej, wpatrzeni to w marznące sąsiednie szyje (na sali wykładowej padło ogrzewanie), to na wyświetlane slajdy. A na tych slajdach dzieci w klasie, jedno za drugim, wpatrzone to w szyje sąsiadów, to w zapisaną tablicę.

I wtedy mnie olśniło. Boże, przecież to o nas. To nie tylko oni, uczniowie i uczennice, ale my belfrzy i belferki siedzimy w rzędach, jak te kury nioski, od których oczekuje się, że będą znosić wiedzę i to w dużych ilościach. Bierni i wierni tradycyjnym metodom podawczym.

Kiedy wróciłam do Warszawy, na pierwszych zajęciach powiedziałam, że porozmawiamy o tym, jak się efektywnie uczyć, a przy okazji o imiesłowach przymiotnikowych. (Psze pani, że co?). Zapytałam klasę, co to znaczy być czynnym i jaki jest antonim tego słowa. Napisałam na tablicy wielkimi literami czasownik „UCZYĆ SIĘ” i dwa ludziki, jednego zadającego pytania (w chmurze pytajników i żarówek), a nad drugim stał inny ludzik z konewką i wlewał mu wiedzę do głowy. 

Popatrzcie – ten pierwszy uczeń jest czynny, zaangażowany w działanie, „ten który się uczy” czyli, jaki? „UCZĄCY SIĘ”. Właśnie stworzyliście imiesłów przymiotnikowy czynny od czasownika „uczyć się”. Ten uczący się jest w procesie – może nie wiedzieć, bo przecież jest uczący się. To wspaniałe nie wiedzieć i szukać odpowiedzi!

Ten drugi jest UCZONY przez nauczyciela. Ten rysunek to bardzo stary model edukacji. Model trudny do wykorzenienia. Nauczyciel jest potrzebny, ale nie jest konieczny. Uczeń sam powinien decydować. Zobaczcie, ten uczony nie zadaje pytań, to nauczyciel go zapyta o treści, które mu „wlał” do głowy. I będzie zły ten nauczyciel i będzie krzyczał: „Zapomniałeś, jak to?!, nie wiesz, przecież było o tym na lekcji!”.

Wreszcie zadałam pytanie: „Jak sądzicie, kiedy nauczycie się więcej o trenach Kochanowskiego – wtedy, kiedy przygotuję wam prezentację i podyktuję notatkę, czy wtedy, kiedy będziecie mieć możliwość przygotowania tego sami?”.

Oni wiedzieli, dlatego jęknęli (tak pozytywnie, bo bardzo im się podobało, to jak opowiadałam o całej tej konferencji, o tym, że ja też się uczę i że poddaję w wątpliwość!): „Boże, znowu trzeba się uczyć, pani to jest!”

Zapisałam wtedy na tablicy hasło, które stało się naszym hasłem i zostało ze mną do dziś (i z niektórymi moimi wychowankami): „Bądź jak imiesłów przymiotnikowy czynny UCZĄCY SIĘ”.  

Hasło żyje, bo w ankiecie podsumowującej ostatni miesiąc nauki ktoś napisał: „Ciągle na lekcjach polskiego uczę się, że lepiej być jak imiesłów przymiotnikowy czynny niż bierny (np. uczący się)”. Stąd ten wpis. 

Pozdrawiam świątecznie i nieświątecznie! 

Anafora